Robić Swoje

Facebook może zdziałać cuda. Nagle okazuje się, że można.

Chciałabym podzielić się dzisiaj z Wami moją perspektywą dotyczącą wykorzystywania Facebooka do osobistych celów. Czy to jest w porządku? Czy warto to robić? Dlaczego ma to taką moc?

Celem ostatecznym budowania marki osobistej lub firmowej w mediach społecznościowych pracy jest pozyskiwanie zleceń i klientów. Dobrze prowadzona marka buduje wiarygodność danej firmy lub człowieka, pokazuje efekty jego pracy oraz jego samego w odpowiednim świetle. Przyciąga to kolejnych klientów. W trakcie trwania tego procesu jednak, dzieje się coś pięknego.

Duże grono życzliwych fanów lub obserwatorów może nas wesprzeć w trudnych sytuacjach życiowych. Marka osobista może nam pomóc w sprawach prywatnych i bardzo ważnych np.

  • zdobycie krwi dla potrzebującego ojca;
  • nakłonienie do złożenia podpisu przeciwko krzywdzie, która została komuś wyrządzona;
  • wywołanie reakcji firmy, u której dokonaliśmy zakupu, a coś poszło nie tak i firma ta nie reaguje na nasze komunikaty już kolejny dzień/tydzień/miesiąc/rok;
  • prośba o wpłatę na jakąś ważną dla nas inicjatywę.

Nagle okazuje się, że można zareagować, odpisać, uregulować należność.

Niepochlebny wpis dla jakieś firmy lub marki osobistej, w którym prosimy o wywiązanie się z umowy, to ujma, którą organizacja ta lub człowiek ma możliwość naprawy.

Czasem to zrobi, żeby załagodzić sytuację i ochronić swój wizerunek.

Może się również okazać, że wśród naszych znajomych (lub znajomych znajomych) mamy osoby, które mają odpowiednią grupę krwi. Nasi koledzy są również w stanie wesprzeć finansowo inicjatywę, która jest dla nas ważna czy podpisać się pod protestem.

W pewnym momencie orientujemy się, że społeczność, którą latami zdobywaliśmy, to nasz as w rękawie.

Udostępni dalej emocjonujący i osobisty wpis, który może zmienić losy kraju. Wesprze. Podpowie. Skontaktuje z odpowiednią osobą.

Oczywiście nie ma najmniejszej gwarancji, że to wszystko się stanie, ale dopóki o nurtującej nas sprawie nie napiszemy/ nie powiemy, mamy gwarancję, że nie zmieni się nic.

Kiedy udzielam wskazówek odnośnie budowy marki osobistej w mediach społecznościowych, raczej przestrzegam przed tego typu praktykami, jak załatwianie swoich prywatnych spraw i wywlekanie brudów. Przypominam o istnieniu prawników i sądów.

Czasem jednak, KIEDY WSZYSTKIE POZOSTAŁE FORMY ZAWIODŁY, strach przed utratą klientów, skazą na wizerunku może okazać się wystarczającą motywacją do tego, aby ktoś rozwiązał z nami sprawę.

Jestem również pod ogromnym wrażeniem tego, jak wiele osób po prostu sobie pomaga, nie oczekując niczego w zamian. Udostępnia ważne wpisy, zabiera głos w trudnych sprawach, mówi o tym, co jest. Należy do grup, w których przekazuje niepotrzebne rzeczy osobom, które ich pragną lub finansowo dołącza się do zrzutek. Jestem członkiem kilku takich grup i bardzo mnie to wzrusza.

Uważam, że SPORADYCZNE wykorzystywanie Facebooka i innych mediów do tego typu spraw, jest w porządku. Jednak nasze komunikaty (zarówno na tablicy, jak i messengerze) nie mogą być napisane w bardzo wysokich emocjach, z których dominującymi są np. złość i/lub pogarda. Tracę szacunek do ludzi, którzy w messengerze obrażają swoich jeszcze-małżonków, z którymi np. się rozwodzą. Szczególnie, gdy jesteśmy bardzo dalekimi znajomymi. Szczególnie, gdy NIC MI DO TEGO.

Post opisujący fakty z odrobiną emocji jest OK. Wpis, w którym czytelnik nie może się doszukać tego, o co tak naprawdę chodzi, zadziała odwrotnie. To Ty stracisz szacunek, obserwatorów i (jeśli Facebook to również Twoje miejsce na promocję) klientów. A przy okazji, karma zrobi swoje i za jakiś czas to Ciebie ktoś (mniej lub bardziej wymyślnie), publicznie zbluzga.

Słowa mają moc i media społecznościowe również. Warto pracować na to, aby zadziałała ona DLA NAS, a nie przeciwko nam. Do dzieła, więc! 🙂

Marta Chłodnicka

Dodaj komentarz

Most popular

Skontaktuj się ze mną!
%d bloggers like this: