Robić Swoje

Nie kupujesz usług i produktów. Kupujesz lata życia.

Słyszałam niedawno od mojej znajomej ubezpieczycielki o sytuacji, w której jej klient, przedsiębiorca, zrezygnował z polisy, obejmującej leczenie szpitalne… 2 miesiące przed zawałem. Tragedię tę przeżył, jednak wydał kilkadziesiąt tysięcy złotych z własnej kieszeni na leczenie, rehabilitację i straty, jakie poniosła jego firma podczas jego pobytu w szpitalu. Ta polisa by go uratowała. Ale po 3 latach płacenia, żal mu było 150 zł miesięcznie na nią. Artur (powiedzmy) prowadził jednoosobową działalność gospodarczą, w której robił wszystko sam.

I kiedy mówię wszystko, mam na myśli wszystko. Od przygotowywania dokumentów dla księgowości, przez rozmowy handlowe, realizację usług, zamawianie niezbędnych mu rzeczy do pracy, po „marketing”, czyli utrzymywanie przy życiu kilku profili w mediach społecznościowych. Mam ochotę wziąć tabletkę na ból głowy na samą myśl o tych wszystkich obowiązkach.

Jego reputacja sprowadzała mu nowych klientów, co jest wspaniałe. Z drugiej strony JEDNO źródło klientów jest niestabilne niczym pianka marshmallow na gorącym kakao. Wystarczy, że mu się ten raz podwinęła noga, a usługi, których nie wykonał, a były niezbędne dla jego klientów, przejął ktoś inny. Koniec z poleceniami. Koniec z nowymi zleceniami. Pewnie powiesz „może nie miał pieniędzy na zatrudnienie 10 osób!”- może nie miał, a może nie pomyślał.

Być może nie zrobił prostej kalkulacji — „jeśli ktoś odciąży mnie z rzeczy, których nie muszę robić, będę miał czas na kluczowe czynności, które spowodują wzrost sprzedaży. Np. umawianie spotkań i podpisywanie umów. W ostatecznym rozrachunku, będę zarabiał więcej.”

Gigantyczny potencjał delegowania

Pracowałam rok w firmie, która zajmuje się pozycjonowaniem. Zadaniem takich agencji jest wykonanie takich operacji na stronie www klienta (i poza nią), które mają na celu zwiększenie odwiedzalności. To z kolei ma się przełożyć na większą sprzedaż produktów lub usług dostępnych na tej stronie. Wiadomo, że jesteśmy ludźmi zapracowanymi i dbającymi o swój czas, interesują nas więc wyłącznie firmy / blogi / sklepy, które znajdują się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania w Google.

Bez względu na to, czy szukamy nowego miksera, czy odpowiedzi na pytanie „jak żyć”, liczymy na to, że szybko znajdziemy satysfakcjonującą nas w tym temacie treść. Firmy SEO dają więc sobie za zadanie doprowadzenie stron ich klientów właśnie na pierwszą stronę w Google — im wyżej, tym lepiej.

Ile czasu zajmuje nauczenie się zawodu pozycjonera? Podejrzewam, że można to załatwić w rok na intensywnych kursach i szkoleniach, natomiast nie wiem, jak wtedy ze skutecznością i jakością. Lepszą odpowiedzią jest 5-10 lat. Więc jeśli np. jesteś przedsiębiorcą i masz luźne 10 lat, spoko. Możesz nauczyć się pozycjonowania, dzięki któremu strona www Twojej firmy będzie częściej odwiedzana. Nie masz?

Ooops. Zawsze możesz kupić czyjeś 10 lat. I to zazwyczaj nie jednej osoby, a całego zespołu, bo pozycjonowaniem zajmuje się kilkoro specjalistów: pozycjonerzy, copywriterzy, graficy, specjaliści od user experience. Czyli może to być nawet kilkadziesiąt lat doświadczenia, łącznie.

Nie masz przecież problemu z kupowaniem kilkuset lat doświadczenia firmy IKEA w postaci ich mebli…

… czy kilkudziesięciu lat lekarza, do którego idziesz z bólem kręgosłupa.

Zauważyłam więc prostą zależność: albo masz lata, żeby się czegoś uczyć, w czymś nowym rozwinąć, a następnie to robisz, albo płacisz komuś, kto ten proces przeszedł. Wtedy coś, co Ty zrobiłbyś po 10 miesiącach, on zrobi w godzinę. I nie jest to kwestia „nie mam na to pieniędzy”, bo uwolniony w ten sposób czas można wykorzystać na zajęcia, które przyniosą Ci więcej pieniędzy i które (prawdopodobnie) o wiele bardziej lubisz. Ponadto możesz kupić usługi, które spowodują wzrost obrotów Twojej firmy, takich jak wspomniane przeze mnie pozycjonowanie czy prowadzenie profili w mediach społecznościowych.

Marta Chłodnicka

Dodaj komentarz

Most popular

Skontaktuj się ze mną!
%d bloggers like this: