Robić Swoje

7 rzeczy, których nauczyłam się po 30-stce

29 maja mają miejsce moje 36 urodziny. Chciałabym z tego tytułu podzielić się z Wami 7 najważniejszymi refleksjami dotyczącymi życia, które miałam możliwość spostrzec po 30-stce.

7 rzeczy, których nauczyłam się po trzydziestce.

1. Życie to nie harmonogram.

Kiedy byłam młodsza, wydawało mi się, że szczęście przyniesie mi życie w zgodzie z przyjętym bezpiecznym schematem rodziny i kariery. Byłam przekonana, że jeżeli będę realizowała krok po kroku ogólnie akceptowalny plan pt. studia, praca, rodzina, dom, wszystko będzie w idealnym porządku i będę człowiekiem wiodącym poukładane i nikomu niepodpadające życie.

Takie było. Jedynie… nieszczęśliwe.

Kiedy wypadało coś zrobić, robiłam to. Wbrew sobie. Kiedy musiałam być w miejscu, w którym ktoś tego oczekiwał, byłam. Wbrew sobie. Kiedy nie miałam czegoś mówić, nie mówiłam. Wbrew sobie. A moja dusza płakała.

Ze zdziwieniem spostrzegłam, że gdy jedni mi poklaskują, inni, za to samo, krytykują. Gdy starałam się zadowolić tych drugich, pierwsi marszczyli czoło. Zawsze znajdował się ktoś, kto był niezadowolony z moich decyzji i miał inną koncepcję na to, co powinnam zrobić.

Zrozumiałam wreszcie, że ZAWSZE ZNAJDĄ SIĘ LUDZIE, KTÓRYM SIĘ NIE PODOBAM.

Nie będzie im się podobało to, co robię zawodowo. Nie będzie im się podobało to, z kim się spotykam. Nie będą im się podobały ubrania, jakie noszę. Nie będą im się podobały słowa, jakich używam.

Choćbym wyszła z siebie i stanęła obok, żeby ich zadowolić, znajdą się tacy, którzy powiedzą, że krzywo stanęłam.

Kiedyś pisałam tekst na zamówienie na stronę pewnego mężczyzny. Byłam z siebie bardzo zadowolona, ponieważ był tak dobry, że sama byłam gotowa kupić to, co w nim zachwalałam. Po ukończeniu mojej pracy mężczyzna ten pokazał go swojej koleżance po fachu. Zjechała go od góry do dołu.

Wydał rozkaz zmiany tekstu (bo prośbą tego się nie dało nazwać). Powiedziałam mu, że nie zrobię tego, ponieważ wiem, że obecny tekst jest dobry i mocny. Zostawił oryginalny tekst i nie zapłacił mi części pieniędzy.

Rok później znalazłam swój tekst z jego strony, delikatnie zmodyfikowany, na stronie tej kobiety, która tak bardzo go skrytykowała.

Ludzie reagują na moje ruchy zgodnie z tym, co aktualnie przeżywają. To, co mi mówią, nie dotyczy mnie, mojej pracy, tylko ich.

Życie na własnych zasadach i w swoim własnym tempie jest cholernie trudne, bo trzeba ZROBIĆ mnóstwo rzeczy, które nie spodobają się rodzinie czy najbliższemu otoczeniu. Przez jakiś czas będzie się „tym złym” w ich oczach. Być może na zawsze.

Ale… to nie oni ponoszą konsekwencje moich decyzji, tylko ja. Nie oni przeżywają moje życie, tylko ja.

Dlatego po 30-stce zaczęłam robić to, co jest zgodne ZE MNĄ.

2. Inner peace is the new success.

Obracam się w branży, w której ludzie osiągają ogromne sukcesy biznesowe, finansowe, osobiste, rodzinne. Lubię rozmawiać z nimi i im kibicować. Lubię ich wspierać. Czasem im trochę zazdroszczę. Jednak gdy opowiadają mi prawdziwą ścieżkę, którą przeszli, aby być tam, gdzie są, przestaję.

Dochodzę wtedy do wniosku, że nie chciałabym zamienić się z nimi na życia, ponieważ nie mam pewności, czy stawiłabym czoła tym wszystkim przeciwnościom, które oni pokonali. Nie jestem przekonana, czy byłabym gotowa zapłacić cenę, którą oni zapłacili.

Za każdym ogromny sukcesem stoją:

  • nieprzespane noce;
  • praca prawie non stop przez jakiś czas;
  • niewystarczająco częste spotkania z rodziną lub z przyjaciółmi;
  • podejmowanie okropnie trudnych decyzji jak np. zwolnienie człowieka;
  • podejmowanie jeszcze trudniejszych decyzji jak np. zamknięcie firmy i wybranie innej ścieżki zawodowej;
  • poczucie bycia nierozumianym;
  • poczucie posiadania nieprawdziwych przyjaciół.

Zadałam sobie kiedyś pytanie, czym jest dla mnie sukces. Odpowiedź przyszła po paru dniach w postaci czyjegoś postu – grafiki na Instagramie.

„Inner peace is the new success”.

Bardzo to ze mną rezonuje. Mój spokój wewnętrzny to największe bogactwo, jakie posiadam. Zaburza go praca w weekend. Zaburza go praca dla kogoś, kto mnie nie docenia. Zaburza go bycie z kimś, z kim nie widzę przyszłości. Zaburza go robienie rzeczy, których nie chcę, żeby zadowolić innych.

Od kiedy zaczęłam słuchać siebie, wszystko stało się… lepsze.

Potrafiłam zrezygnować z fast foodów dla mojego ego na rzecz prawdziwej bomby witaminowej dla mojej duszy.

3. Stres to tak naprawdę strach.

Jestem fanką Louise Hay, której audiobooka „Pokochaj swoje życie” słuchałam już chyba z 30 razy. Odzywa się w mojej głowie, jako głos rozsądku za każdym razem, gdy atakuję sama siebie.

Louise uświadomiła mi, że stres, to nic innego, jak strach.

Ludzie ciągle mówią, że się czymś stresują. Stresuje ich praca, stresują ich pieniądze, stresuje ich polityka. Równie dobrze mogliby mówić „Boję się utraty pracy, boję się utraty pieniędzy, boję się, jak sytuacja polityczna wpłynie na życie moje i moich bliskich”.

Można żyć w strachu. Można żyć w spokoju. Każdy wybiera sam.

W ciągu ostatnich paru lat w moim życiu wydarzyły się może ze 2 rzeczy z tysiąca, których się bałam.  Za to wydarzyło się tysiąc, których nie przewidziałam i które mną wstrząsnęły.

Stawiłam im czoła i nadal żyję…

Wiecie jakie zdanie pojawia się ponoć w Biblii najczęściej?

„Nie lękajcie się”.

4. Odwaga boli mniej niż niespełnienie.

Wiele razy w moim życiu tkwiłam w szkodliwych dla mnie sytuacjach, bo nie miałam odwagi ich zmienić. Nie realizowałam marzeń, bo nie wykazałam konsekwencji w tym, aby wykonać wszystkie niezbędne kroki.

Niespełnienie boli każdego dnia, ale jest to ból, który znałam. Znałam go na wylot. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że on rósł każdego dnia i zamieniał się w wewnętrznego potwora, którego nie byłam w stanie okiełznać. Gdy miałam 30 lat, zrobiłam ogromną rewolucję w swoim życiu. Czułam, że doszłam do pewnej granicy.

Wiecie, co się okazało? Przeżyłam.

Na początku nie było kolorowo, nie wiedziałam co ze mną będzie, nie miałam żadnego planu B. Okazało się, że spadłam na 4 łapy, a z czasem wszystko się poukładało.

Zawsze tak jest ze zmianami. Kosztują ogromnie dużo, ale… i tak znacznie mniej niż życie w mentalnym więzieniu.

Pomogli mi moi mentorzy – Ci w książkach, Ci na youtube i Ci na żywo. Bez nich bym sobie nie poradziła.

5. Cisza i spokój. Przyjaźń na całe życie.

Zawsze, kiedy przytłacza mnie ilość trosk i bodźców, zwalniam tempo i siadam w ciszy. Nie medytuję regularnie, natomiast zawsze, gdy to robię, czuję, jak z minuty na minutę odzyskuję równowagę i siły witalne.

Lubię być ze sobą w ciszy. To ona zawsze podsyła mi najważniejsze odpowiedzi. Nie zawsze takie, które mi się podobają, ale zawsze prawdziwe.

Ludzie ciągle włączają sobie coś do słuchania – telewizję, radio, youtube’a. Robią to, ponieważ nie chcą się zmierzyć z tym, co czują, czego potrzebują, co ich boli. Nie chcą tego zrobić, ponieważ nie mają odwagi dokonać zmian. Boją się ich.

Niewychodzenie z mentalnych więzień typu miejsce zamieszkania, praca, toksyczny związek… kiedyś się potwornie zemści. Nic nie trwa wiecznie i te sytuacje się same rozwiążą, ale niestety nie na naszych zasadach. Co oznacza, że będzie dużo, dużo gorzej.

Może jednak trochę ciszy? 😉

6. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz?

Kiedyś czerpałam satysfakcję z szarpania się z rzeczywistością. Każde wydarzenie wymagało mojej reakcji, komentarza, riposty. Spaliłam sobie wtedy wiele mostów. Traciłam mnóstwo nieodzyskiwalnej energii.

Po 30-stce nauczyłam się trzymać moje emocje na wodzy w trudnych sytuacjach. Dostrzegłam, że mnóstwo spraw rozwiązuje się samoistnie, bez mojej ingerencji. Nie muszę na nie wpływać. Nie muszę się z nimi szarpać. Nie muszę drzeć się „NIE” na coś, na co nie mam wpływu, bo się już wydarzyło, albo po prostu nic z nimi nie jestem w stanie zrobić.

Nie mam wpływu na zachowanie ludzi. Mam wpływ wyłącznie na siebie i swoje reakcje.

Czasami najtrudniejszą rzeczą na świecie jest powiedzenie „TAK” rzeczywistości, która nam się nie podoba, a której nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zmienić.

7. Wdzięczność buduje, pycha rujnuje.

Kiedy czytam niektóre historie sukcesu, dziwią mnie zdania, w których ktoś pisze, że doszedł gdzieś sam. Zupełnie sam, nikt mu nie pomógł. Wszyscy byli przeciwko niemu.

Dupa, nie sam.

Doszedł do sukcesu, bo miał wsparcie i miał nauczycieli.

Ktoś w niego wierzył. (chociaż raz).

Ktoś chciał mu pokrzyżować plany, a to wzmocniło jego determinację i charakter.

Ktoś nauczył go lojalności.

Ktoś nauczył go wytrwałości.

Ktoś dostarczył mu bólu, który przeżył, więc kolejny go tak nie przeraził.

Ktoś go karmił.

Ktoś go przewijał.

Ktoś go ubierał.

Ktoś go uczył mówić i myśleć.

Ktoś o niego dbał, gdy sam nie był w stanie.

Cała armia ludzi stoi za sukcesami jednej osoby. Wielu z nich wystarczy zwykłe „Dziękuję.” za to, co zrobili.

W różnych momentach mojego życia przypominają mi się ludzie, którzy oszczędzili mi mnóstwo smutku swoimi czynami. Tacy, którzy we mnie wierzyli. Tacy, którzy nie pozwalali mi na głupoty. Później zaczęłam analizować historię mojego rodu…

Za moimi sukcesami stoją tysiące. Jestem im wszystkim ogromnie wdzięczna i zawsze będę miała w sercu i pamięci wszystko, co dla mnie zrobili.

Wdzięczność i docenienie tego, co ludzie dla mnie robią, pomagają mi w poczuciu szczęścia.

Nie mam pomysłu, jak mądrze zakończyć ten wpis, więc napiszę po prostu… Fajnie, że przeczytałaś 🙂 Będzie mi niezmiernie miło, gdy podzielisz się swoimi refleksjami w komentarzu.

Marta Chłodnicka

18 komentarzy

  • Są pewne lekcje, których nie odbierzemy jako dwudziestolatkowie, bo nie jesteśmy na nie gotowi. Dziesięć lat później te same lekcje stają się oczywiste jak śniadanie rano. Dzięki, że podzieliłaś się swoimi lekcjami. Dla mnie najważniejsza jest ta, że spokój przychodzi tylko wtedy, kiedy podejmujemy decyzje zgodnie z sobą. Tylko, że najpierw musimy dobrze zrozumieć, co oznacza.
    Pozdrawiam ciepło.

    • To prawda! Ale żeby zrozumieć, to trzeba chcieć siebie słuchać 🙂 Dziękuję za komentarz, Asiu! Pozdrawiam Cię serdecznie

  • Bardzo fajny wpis! Mądre zdania. Marta, mogłabyś napisać nieco więcej o zmianach, które dokonałaś.

  • Szczerze dobry artykul, Sama mam 37lat I sie z tym calkowicie zgadzam? World osob odeszlo, a ja Sama postaeilam Siebie na pierwszym miejscu? I dobrzei z tym ☺️. Pozdrawiam cieplo. Aleksandra

  • Lekcji w życiu jest mnóstwo, na każdym kroku …Ważne żeby umieć je dostrzec, wyciągnąc wnioski, iść do przodu z nowym doświadczeniem ale i spokojem i wiarą w siebie. Ja też już po 30-tce i coraz bardziej doceniam to czego musiałam doświadczyć. Marta tekst zmuszający do przemyśleń. Warto przyjrzeć się swoemu życiu . Dziękuję

    • Serdecznie dziękuję za komentarz i gratuluję wielu trudnych decyzji życiowych 🙂

  • Martuś bardzo dobry tekst, dużo mądrości z tego życia wyniosłaś…ale masz rację, tylko wtedy jesteśmy w stanie coś zauważyć, gdy mamy czas na pobycie ze sobą w ciszy…pęd życia zabiera nam dużo. Dalszych dobrych tekstów po 30-tce Ci życzę

    • Dziękuję Ci, Joasiu i gratuluję Ci wszystkich sukcesów życiowych. Trójka dzieci to nie lada wyczyn.

Most popular

Skontaktuj się ze mną!
%d bloggers like this: